Podstawa fizyki kwantowej

Nie jestem fizykiem, a mój umysł nawet nie leży na jednej półce z umysłami ścisłymi.

Kiedy jest mi naprawdę źle mój tata powtarza mi, że to źle jest tylko stanem jaki wykreował mój umysł. Pyta czy naprawdę chcę to zmienić i na dowód wysyła mi kolejne naukowe artykuły dotyczące fizyki kwantowej. Przyznam, że ni w ząb nie rozumiem tych często trudnych i absurdalnych w moim pojęciu zdań, ale w podsumowaniu stwierdzam że sprowadzają się one do tego co amerykanie nazywają sekretem czy prawem przyciągania.

Z prawem przyciągania jest tak, że zdania są podzielone. Wielu uważa, że to za new age’owe gówno opakowane w kolorowy papierek i sprzedawane za grube pieniądze, a inni robią z tego religię i życiową zasadę.
Nie wiem. Wiem, że to fizyka kwantowa.

Pomyślcie, że wszystko co nas otacza jest nieuformowaną falą. Dopiero gdy skierujemy naszą uwagę w którymkolwiek z kierunków to fala kształtuje się i formuje. Jak formuje? To zależy od tego jak my chcemy i jak my na nią patrzymy.

Czysto teoretycznie – co gdyby istniało tylko to na co kierujemy swoje myśli?

Internet jest pełen ćwiczeń udowadniających, że magiczne prawo przyciągania działa. Jednym z pierwszych jakie zastosowałam w swoim życiu było ćwiczenie z niebieskim piórkiem. Wyobraźcie sobie niebieskie piórko. Macie je w dłoni, leży obok. Cieszycie się, że je widzicie. Ma konkretny odcień, jest miękkie i delikatne. Niewielkie, kruche, miłe w dotyku. Zobaczcie je przed sobą.
Po kilku minutach bycia z niebieskim piórkiem zapomnijcie o nim. Ewentualnie przywołajcie je w myślach jakiś czas później… Gwarantuję wam, że prędzej czy później je znajdziecie w swoim świecie.

Sceptycy powiedzą – no tak mój mózg wszędzie zaczął szukać niebieskiego piórka. Też tak myślałam.
Znalazłam je kilka godzin później w trawie idąc przez miasto ze zwieszoną głową. Odnalezienie piórka było jednym z tych pierwszych chwil kiedy powiedziałam sobie dobra, czas wziąć własne (i tylko własne) życie w swoje ręce. Później już nie chodziłam ze zwieszoną głową.

Czarowanie?

Jestem w kinie i nie mogę znaleźć telefonu, przeszukałam cztery razy całą torbę. Może zostawiłam przy kasie, a może w toalecie? Uruchamiam emocje. Za chwilę znajdę telefon, widzę go w swojej dłoni. Cieszę się, że go mam i czuję jego ciężar.
Nagle okazuje się, że był w torbie całkiem na wierzchu. Jak to możliwe, że wcześniej go nie zauważyłam?
A teraz pomyślcie, że w ten sposób możecie poczarować wszystkim? Zdać egzamin, znaleźć pracę, wpaść na dobry pomysł, rozwiązać problem, znaleźć rzeczy.
Szczerze? Stosuję to każdego dnia.
Oczywiście, nie oznacza to, że… na przykład nie uczę się do egzaminów. Tak samo jak nie zacznę szukać pracy to ona sama do mnie nie przyjdzie, ale zawsze jest lepiej sobie ułatwić niż utrudnić.

Podobne przyciąga podobne.

Jedni mówią, że to przeciwieństwa się przyciągają. Owszem – nawet uzupełniają się. Ale w wielu momentach to podobne przyciąga podobne.
Zwiastujesz katastrofę? Brawo. Powodzenia – będziesz ją miał. Może jeszcze powtarzaj sobie jestem do niczego, nic mi nie wyjdzie, ucieknie mi autobus.
Wszechświat powie – skoro tak chcesz – to masz. A fizyka kwantowa – jak to fizyka będzie działała…

Spróbuj choć raz powiedzieć na głos uda mi się i zdążę na autobus. Nie zaszkodzi… Co jeśli pomoże? Naprawdę pomoże?

Czy nie fajnie jest spróbować?

end

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s