Jak zostać przyjacielem samego siebie?

„Nie licz na to, że samobiczowaniem i tarzaniem się błocie samoponiżenia wzbudzisz czyjąkolwiek miłość. Nawet tytany altruizmu z czasem uciekną od Ciebie, instynktownie zniechęcone smrodem Twojej nienawiści do siebie. Podziękuj sobie za cały ból, którego chciałeś doświadczyć i przyznaj do cholery, że TY go sobie zamówiłeś. Cokolwiek Cię nie dręczy. A potem przytul siebie sam serdecznie tak, jak marzyłeś o tym w kącie ściskając między drobnymi kolankami pluszowego przyjaciela, jedynego wówczas powiernika. Nie będziesz mieć ani jednego szczerego przyjaciela, dopóki sam swoim nie zostaniesz do jasnej cholery!”

 – Tresura Matrixa

Znacie takich ludzi, którzy chociaż nie są najpiękniejsi i najszczęśliwsi na świecie to roztaczają wokół siebie jakiś niewidzialny pył który przyciąga, wabi i sprawia, że chcemy być obok?
Są odważni, radośni, jaśni…
Czasami zastanawiam się czy jak wstają rano, to są tacy sami? Jak to jest, że są w stanie wykrzesać z siebie to o co ja walczę każdego dnia? Czy mają tak od urodzenia, czy uczyli się tego przez całe życie?
Nie wiem.
Nie wiem również jak znaleźć złoty środek między wymaganiem od siebie, a robieniem sobie wakacji. Między zdrowym rozsądkiem, a użalaniem się nad sobą.

Musimy być najlepszymi przyjaciółmi samych siebie.

Moja koleżanka kiedyś zwierzyła mi się – ach jak ja nie znosiłam swojego ciała. Musiałam coś z tym zrobić.
E. jest piękną blondynką o dużych niebieskich oczach. Ma w sobie ogromną siłę i ciepło choć niej samej jest w sumie niewiele. Drobniutka, szczuplutka i niska – nigdy nie podejrzewałbyś że potrafi przenosić góry.
Pewnego dnia – opowiadała mi – rozebrałam się i stanęłam przed lustrem. Postanowiłam zmusić siebie, żeby moja głowa i moje myśli pokochały każdy centymetr mnie fizycznej. W końcu to moje ciało, będę żyła z nim jeszcze długo. Musi mi służyć, być zdrowe i silne.

Dlaczego nie potrafimy być dla siebie dobrzy?

Czasami jest to kwestia przyzwyczajenia. Czasami – nikt nam nie powiedział że jesteśmy pięknymi i mądrymi ludźmi. Nie wychowano nas tak abyśmy mogli uwierzyć, że mamy w sobie jakieś światełko, które możemy w każdej chwili zapalić i które może rozjarzyć się blaskiem jaki zaraża innych. Wielu z nas ma problem żeby uwierzyć sobie i zaufać, że jest się pełnią sił i szczęścia.
W wielu medytacjach pada zdanie – uwierz, że jesteś częścią kosmosu oraz że kosmos jest w tobie. Długo nie rozumiałam tego sformułowania, aczkolwiek zawsze wywoływało u mnie ciarki na plecach. Czy naprawdę moje marne ja, marne drobne ciałko ma jakiekolwiek znaczenie i wpływ?
 

Nikt mnie nie kocha.

A kochasz sam siebie?
Zawsze miałam problem ze znalezieniem partnera. Uchodzę za wieczną singielkę i samotniczkę, która nie potrafi związać się z kimś na dłużej. Gryzłam się tym sama ze sobą – bo czy nie zasługuję na miłość, wsparcie i trzymanie za rękę?
A jak ma mnie ktoś pokochać skoro sama nie znoszę siebie? Nie mogę oczekiwać, że ktoś przyjdzie i zapełni pustkę, którą sama sobie sprawiłam. To JA muszę ją wypełnić. I wtedy kiedy będę mogła sobie dać miłość to i dam ją bliskiej osobie.
 
jak-byc-przyjacielem-samego-siebie

Złość i nienawiść do samego siebie nie da nigdy pozytywnych efektów. Jeśli będziemy swoimi wrogami to nie oczekujmy przyjacielskich gestów od innych.

 

A jak zaprzyjaźnić się samemu ze sobą? Nie mam pojęcia, ale to nie znaczy że mam pogrążyć się w rozpaczy i nie szukać rozwiązań…

Bądźmy dla siebie wyrozumiali – tak jak jesteśmy dla najukochańszych nam osób.




Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s