prywatne i niewysyłane listy miłosne #10

jesień 2015, Polska

Czasami mam wrażenie, że jesteś jedyną osobą której zależy na tym żeby mi się udało.

Są dni kiedy wściekamy się na siebie. Nigdy nie warczymy i nie krzyczymy, tylko pomrukujemy w ciszy naszych domów. W świetle słonecznym przepychamy się, licytujemy i mówimy głupoty. Jak gdybyśmy chcieli zawłaszczać siebie wzajemnie, testować i sprawdzać granice. Jak gdybyśmy się bali, że jedno zostawi drugie i drugie zostawi pierwsze. Że znikniemy wzajemnie z własnych terytoriów i zgubimy się nieopatrznie na długie lata, a być może nawet i na resztę życia.

Są też dni kiedy mamy problem ze światem. Bo spędzamy ze sobą zbyt dużo czasu, siedzimy w swoim towarzystwie i chociaż nie mamy nic sobie do powiedzenia, to mówimy masę słów, żeby tylko przedłużyć spotkania o kolejne sekundy.
Mimo wszystko, bierzemy później do ręki telefony i wzajemnie dzwonimy, bo okazuje się że są jeszcze myśli którymi nie zdążyliśmy się podzielić.

Zarzekamy się, że nie jesteśmy o siebie zazdrośni chociaż śledzimy się wzajemnie wzrokiem kiedy w tłumie znika choć jedno z nas. Przywołujemy się wtedy, machamy i stykamy pod byle pretekstem.

Wieczorem, kiedy siedzę i konfrontuję siebie z pustą kartką mam wrażenie, ze popadam w jakąś chorobę. Wpadam w Ciebie, chociaż wiem że nie mogę i nie powinnam. Nie chciałam tego, ale zaraziłam się niepostrzeżenie. A może to Ty zaraziłeś mnie?

listy 10

Próbuję określić tę niefortunną datę, ale jedyne co znajduję to podejrzenia, że objawy tej choroby występowały już od miesięcy. To było kiedy zmieniał mi się głos jak odbierałam od Ciebie telefon. Pamiętam, bo koleżanka zwróciła mi uwagę jak każda moja głoska nagle zaczęła mięknąć. To było razem z tym uśmiechem jak opowiadałam o naszych głupich przygodach, to było kiedy obejmowałeś mnie ramieniem na imprezie i kiedy przesyłałeś porozumiewawcze spojrzenie przez całą długość korytarza.
Zarazki od dawna już wykluwały się pomiędzy spojrzeniami. Wtedy gdy niechcący patrzyliśmy sobie w oczy, czy stykaliśmy się ramieniem siedząc obok. Wybuchały małe erupcje, a układ limfatyczny poddawał się bez walki. Tęczówki jaśniały, źrenice rozszerzały się, a mięśnie twarzy zmieniały układ. I chociaż wtedy jeszcze ostatnim, nieobjętym zakażeniem organem był mózg, to ciała już robiły swoje. Tkanki zawsze znajdowały sposób żeby przytulić się wzajemnie czy zetknąć dając ciepło i skrępowanie ich właścicielom.

Nie wiem jak mogłam dać się tak podejść.

Wypisałam sobie receptę żeby zatrzymać chorobę, ale boję się okrutnie że kuracja się nie uda. Boję się, że będziemy musieli na siłę amputować siebie ze swoich żyć. A przecież jesteś jedyną osobą której zależy na tym żeby mi się udało.

Jak ja poradzę i wytrwam, szczególnie teraz – kiedy wypełniłeś jedną z największych pustek we mnie.

Nawet mi tak na sobie nie zależy jak zależy Tobie na mnie.

– A.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s